Noc szpilek, Santiago Roncagliolo

My je­ste­śmy jak te szpil­ki: ja­kieś pę­ta­ki, ucznia­ki, jedni z ty­się­cy ta­kich sa­mych pę­ta­ków. Ale jaką chce­my być szpil­ką? Tą pierw­szą czy tą drugą? Za­pad­nie­my się w pia­sku, nie zo­sta­wia­jąc śladu, czy jed­nak damy się za­pa­mię­tać (s. 163)?

Lima początków lat 90. to miasto pełne kontrastów, gdzie dzielnice białych i porządnych graniczą z dzielnicami kolorowych i przestępców. Czy ten podział jest taki prosty zawsze, czy jest wyraźniejszy gdy się jest nastolatkiem?

Nastolatkami są bohaterowie Nocy szpilek, uczniowie jezuickiej szkoły, którzy z jednej strony próbują się dopasować o wygładzić ostre krawędzie, a z drugiej – im bardziej nauczycielka próbuje zrobić z nich porządnych obywateli, tym większy opór stawiają.

Z jednej strony są tacy sami – nabuzowani hormonami, myślą wyłącznie o seksie, dupach i trzepaniu. Z drugiej strony – różni ich właściwie wszystko: rodziny, kontekst społeczny, historia, a wszystko to jest pięknie podane z perspektywy pierwszoosobowej, zgodnie z najnowszą modą zmiany punktów widzenia.

Początkowo wydaje się, że będzie to zwykła Bildungsroman, ale metoda przejścia wybrana przez chłopaków powoduje w czytelniku silny opór i wywołuje silny dyskomfort, a jednocześnie nie pozwala się oderwać od czytania.

Gdy po jakimś szczególnie chamskim wybryku nauczycielka postanawia odwiedzić rodziny czwórki bohaterów, decydują się ją powstrzymać. Za wszelką cenę. W ten sposób wpadają na pomysł, by ją zabić. Jednak choć wydaje im się, że są na to gotowi, ekstremalne doświadczenia ujawniają w grupie tarcia, których nie było świadomi oraz opinie, które dotychczas nie miały znaczenia, ale okazują się kluczowe.

Nie szkodzi, że historia ma z prawdopodobieństwem niewiele wspólnego, dzieje się dawno i daleko, ale Roncagliolo ukazuje rozważania swoich bohaterów w sposób, który zdaje się bardzo realistyczny. W czasach gdy modne są powieści zapewniające komfort i ciepło, Noc szpilek owija czytelnika drutem kolczastym i wlecze na wzgórze, z którego widać światła Limy.

To nawet nie jest powieść, którą można polecić, a jednocześnie nie można jej nie znać. Autor wyciska z powieści gatunkowej soczyste i drażniące elementy i po kolei umieszcza je w powieści, aby uczynić ja jak najbardziej drażniącą, bolesną i niekomfortową. Poza tym jest to powieść autora z innego kontynentu i innej kultury, Peruwiańczyka, który żyje. Jeszcze.

Autor: Santiago Roncagliolo
Tytuł: Noc szpilek
Tłumaczenie: Tomasz Pindel
Wydawnictwo: ArtRage
Data: 2024

Martwy dżinn w Kairze, P. Djèli Clark


Bardzo dawno nie czytamy opowiadań, a kiedyś był moją ulubioną formą prozatorską. Sięgnęłam po Martwego dżinna ze względu na świat przedstawiony (znakomity) oraz oparcie historii na wierzeniach bliskiego wschodu.


Opowiadania rozgrywają się w Egipcie na początku XX wieku, jednak zamiast być pod panowaniem brytyjskim, stanowi nowoczesne, niezależne państwo. Wszystko dzięki szalonemu mistykowi, który otworzył wrota do świata dżinnów i istot podających się za anioły, które pozwoliły przegonić Anglików i Francuzów oraz wspomogły rozwój kraju.

W tych okolicznościach powołanie Ministerstwa Alchemii, Uroków i Istot Nadprzyrodzonych staje się koniecznością, a jego funkcjonowanie to tak naprawdę policja do spraw nie z tej ziemi. Fatma jest najmłodszą kobietą i nad wyraz cenioną agentką i trafia ona na zwłoki dżinna, którego ktoś pozbawił całkowicie krwi. Okazuje się że to początek śledztwa a jej trop będą znaczyły ciała innych nadprzyrodzonych istot.

Drugie opowiadanie jest feministycznym głosem o wykorzystywaniu młodych kobiet na rynku pracy, bazującym na tragedii Rana Plaza z Bangladeszu. Niezwykle osobisty obraz ofiar katastrofy. Do tego wisienką na torcie jest opętanie tramwaju, ale w toku śledztwa nic nie wydaje się takie, jak na pierwszy rzut oka. Ani na drugi.


Nigdy wcześniej nie słyszałam o autorze, ale po przeczytaniu tego zbioru opowiadań dodałam Mistrza dżinnów do stosu do przeczytania, bo jestem ciekawa czy jest równie dobry. Przemawia do mnie zarówno świat (jestem wielką wielbicielką urban fantasy, w których maszyny, mechanika sprzed rewolucji przemysłowej i maszyny parowej odgrywają rolę zacnego tła).

Martwy dżinn w Kairze to bardzo miła odmiana, którą warto sprawdzić osobiście!

Autor: P. Djèli Clark
Tytuł: Martwy dżinn w Kairze
Tłumaczenie: Małgorzata Szypuła
Wydawnictwo: Mag
Data: 2022

Nienawidzę, że cię kocham, Ali Hazelwood

W zbiorze pod zbiorczym tytułem Nienawidzę, że cię kocham polski wydawca zdecydował się ująć trzy nowelki z serii STEMinist o przyjaciółkach, które próbują przetrwać w szowinistycznym świecie technicznych uczelni wyższych.

Pierwsza z przyjaciółek, Mara, dziedziczy pół domu po zmarłej promotorce. Oczywiście dom jest zamieszkany przez przystojnego kuzyna wzmiankowanej, o którym ta oczywiście nigdy nie wspomniała bohaterce, choć podobno się przyjaźniły.

I właśnie to, co uczyniłoby z tej nowelki powieść to historia tej przyjaźni i tło, dlaczego dziewczyna odziedziczyła ów dom. Ale nie, czytelniczka zostaje wrzucona w historię naukowczyni z zakresu ochrony środowiska, która zamieszkuje z typem pracującym w wielkiej korporacji paliwowej, więc muszą się nienawidzić, bo stoją po przeciwnych stronach barykady. A kiedy jednak zaczynają ze sobą (niechętnie) rozmawiać, okazuje się, że wcale się od siebie tak bardzo nie różnią.

Tak samo sprawa się ma z Sadie, która jest inżynierką i specjalistką w zakresie ekologicznych technologii architektonicznych, a wskutek nieporozumienia, nienawidzi swojego kolegi po fachu z firmy piętro niżej. Okazuje się jednak, że typ, który oczywiście zbudował firmę od podstaw i rozwinął ją do rozmiarów molocha wskutek działań w filmach nazywanych mocą montażu (tutaj możemy to nazwać mocą narracji) wcale nie miał złych zamiarów i spokojnie można go kochać dalej, gdyż okazał się (przetestowany wcześniej) świetny w łóżku.

I trzecia nowelka, która również opiera się na nieporozumieniu, które normalnie można by wyjaśnić w rozmowie na klatce schodowej, gdyby zaczęła się od: „naprawdę masz o mnie tak niskie mniemanie, że uwaliłeś mój grant?” zamiast soczystego „spierdalaj”, które z założenia zamyka wszelką dyskusję. Ale Hannah nie nawykła do bliskości, przez całe życie była jednym wielkim rozczarowaniem, więc założyła z góry, że Ian również tak o niej myśli.

Odczuwam pewien niedosyt, zapewne gdybym redagowała tę książkę, walczyłabym z autorką, żeby rozwinąć te historie do pełnoprawnych powieści, ale i bez tego czytałam z przyjemnością, choć romanse nie są w kręgu moich wąskich zainteresowań. A wszystkim, którzy uważają, że te historie są schematyczne, przypominam że co do zasady literatura popularna zasadza się na schematach i na tym polega jej bezpieczeństwo, a powtarzalność jest regułą.

Autor: Ali Hazelwood
Tytuł: Nienawidzę, że cię kocham
Tłumaczenie: Filip Sporczyk
Wydawnictwo: Muza
Data: 2023

Podróż po „Ziemiach Odzyskanych” [Odrzania, Zbigniew Rokita]

Kolejny reportaż laureata nagrody Nike 2021, tym razem po zachodnich i północnych krańcach Polski. I od razu zastrzeżenie co do ich utartej nazwy: powinna ona brzmieć raczej Ziemie Wyzyskane lub Uzyskane.

Już na samym początku swojej opowieści o tych terenach autor zaznacza, że „Ziemie Odzyskane” powinny być wzięte w cudzysłów – to termin propagandowy, spopularyzowany po II wojnie. Lepsze, jego zdaniem, byłoby określenie „Ziemie Wyzyskane” czy „Uzyskane”. Chociaż Rokita urodził się w Gliwicach, to przez lata przemierzał owe ziemie i wprost się w nich zakochał. Nadał im swojską nazwę Odrzanii – jego reporterska książka jest zapisem podróży po tej krainie, w której udowadnia, że ona rzeczywiście istnieje.

To fascynująco opowiedziana powojenna historia Polski, zawierająca rozmowy z mieszkańcami odwiedzanych regionów oraz poszukiwania przez autora śladów przeszłości (głównie niemieckiej) i rozważania, na ile to wszystko wpływa na dzisiejsze losy mieszkających tam ludzi. Bo wciąż wpływa, nie ma co do tego złudzeń. A jednocześnie to swego rodzaju pieśń uwielbienia autora dla Odrzanii właśnie. 

Byłem na kazachskim stepie, perskiej pustyni, włóczyłem się po zaułkach Jerozolimy, irackich bazarach, kucałem z ukraińskimi żołnierzami w okopach Donbasu, płynąłem między górami Arktyki, raz spotkałem Boga w Etiopii, piłem wódkę w Moskwie i rum na Kubie, w Kairze byłem na rewolucji, a w Londynie na zmywaku, widziałem te wszystkie Paryże i Stambuły i dlatego wiem, że wszystko tamto jest większe, wspanialsze, piękniejsze, ale piękniejsze pięknem oczywistym, pięknem pornograficznym, którego nie trzeba szukać, a które narzuca się samo. Tymczasem moja odrzańska kraina, moje Brzegi, Gorzowy, Słubice, to piękno wysmakowane, erotyczne, na którego dostrzeżenie musiałem sobie zasłużyć latami wpatrywania się w nie. Odrzania zbudowana jest według stylu znanego światowym marszandom jako historyzujący rozpiździel, architektura fusion wśród zabudów świata. (…) Nigdzie w Polsce nie ma tak wielkiego kontrastu między nowszym i starszym, nigdzie przestrzeń nie ma mi sobą tyle historii do opowiedzenia, nie jest tak rozedrgana, soczysta, suta, treściwa, nigdzie bez przerwy nie puszcza do mnie oka. Nigdzie historia miejsca nie jest tak ściśle zespolona z architekturą (…) [s. 121–122].

Bardzo mi się podobają reportaże Rokity, i te książkowe, i te krótsze, pisane w „Tygodniku Powszechnym” (polecam zwłaszcza o Łukaszu Podolskim i jego powrocie do Polski). I to nie tylko dlatego przypadły mi one do gustu, że mój osobisty szwagier jest gliwickim krajanem Rokity. Język, jakim autor opisuje swoją krainę rodzinną, jest na zupełnie innym biegunie niż ten innego cenionego przeze mnie Ślązaka-literata Szczepana Twardocha. U Rokity na każdej niemal stronie czuć prawdziwą miłość do śląskości, śląszczyzny, godki i wszystkiego tego, co się z nimi wiąże. Reporterski dystans nie zawsze jest zachowany, ale to nie przeszkadza całkiem zanurzyć się w Odrzanii.

Autor: Zbigniew Rokita
Tytuł: Odrzania
Wydawnictwo: Znak
Data: 2023

Na tropie nazistowskiego złota i rosyjskiego prezydenta [Argylle, Elly Conway]

Argylle stał się znany dzięki błyskawicznej ekranizacji z Henrym Cavillem w roli głównej. Ale i dzięki soczystej ploteczce o tajemniczej autorce-debiutantce. Początkowo uważano, że to pseudonim, pod którym ukryła się Taylor Swift, podobno jednak okazał się konglomeratem, w skład którego wchodzi co najmniej jedno gorące nazwisko – Terry’ego Hayesa, autora Pielgrzyma. W tej perspektywie błyskawiczna ekranizacja z topowym nazwiskiem w roli głównej nawet nie dziwi.

Tymczasem sama powieść to typowy akcyjniak, którego bohater ratuje w dżungli agentów DEA, czym zwraca na siebie uwagę innej agencji – CIA. W ten sposób staje się wschodzącą gwiazdą tajnych służb i zostaje przydzielony do sprawy rosyjskiego oligarchy, który trzęsie światem ale chciałbym jeszcze trochę bardziej…

Pojawiają się gorące tematy: złoty pociąg, bursztynowa komnata, szpiedzy – trochę się czułam, jakbym czytała Pana Samochodzika od nowa, tylko nie nazywa się Tomasz N.N., lecz Aubrey Argylle i jest synem przemytników marihuany, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach w dżungli południowej Azji. I Aubrey zostaje drugim Jamesem Bondem, ścigającym się z kandydatem na prezydenta Rosji – bo to zawsze musi być imperium kontra szpion.

Fabuła pędzi, biedni agenci nie mają czasu oddechu złapać pomiędzy kradzieżą bransoletki a przeszukaniem francuskiego zamku, Fiedorow – amerykanin radzieckiego pochodzenia dyszy im w kark, czytelnikowi nie zostaje dużo czasu na odkrycie, jakimi grubymi nićmi jest szyta ta intryga od samego początku – kto by jeździł po rubieżach Rosji w poszukiwaniu głosów, wierząc głęboko w skrywaną tam demokrację? I nawet rozumiem, że Polacy w tej powieści nie są najostrzejszymi ołówkami, ale raczej by zauważyli naruszenie przestrzeni powietrznej i wielką akcję szpiegowską kradzieży dóbr nazistowskich w Tatrach/Górach Sowich (w sumie góry to góry, nie ma co drążyć). O motywacjach podwójnego szpiega nawet chyba nie warto się za dużo rozpisywać – stoi w rozkroku pomiędzy lojalnością a miłością, bez najmniejszej szansy, że gdy plan rosyjskiego oligarchy zostanie zrealizowany, on sam dotrzyma obietnicy… No i wisienka na torcie – członek drużyny kreowany na arcyszpiega, były członek SEALS, który zachowuje się jak sportowy stypendysta  na stanowym uniwersytecie.

Mam wrażenie, że książka nie była pisana serio, tylko przypadkiem taka wyszła, w związku z czym traci przy konfrontacji z prawdopodobieństwem. Niemniej zachęcająco pokazuje samą odmianę gatunkową thrillera szpiegowskiego, a stamtąd prosta droga do Kulawych koni a potem dwóch wybitnych serii Severskiego (że tak tylko te współczesne wspomnę). I gdyby to była powieść debiutantki, to faktycznie czekałabym na rozwój o śledziła, czy w kolejnych książkach robi lepszy research, ale jeśli w tej książce maczał palce Heyes, to jestem nieco rozczarowana.

Autor: Elly Conway
Tytuł: Argylle
Tłumaczenie: Michał Strąkow, Xenia Wiśniewska
Wydawnictwo: Insignis
Data: 2024

Rzucić wszystko i uciec [Necrovet cz 1. i 2., Joanna Gejzler]


Fantasy o magicznych zwierzątkach z perspektywy technika weterynaryjnego to doskonały pomysł na przybliżenie nadnaturalnego bestiariusza i jednocześnie pokazanie tajników zawodu, który Gejzler najwyraźniej kocha.

Florentyna, ofiara mobbingu wielkomiejskiej lecznicy, rzuca wszystko i przeprowadza się na dziką wieś, gdzie otrzymuje pracę w gabinecie specjalizującym się w pomaganiu magicznym zwierzętom. Florkę początkowo wszystko przeraża – kolega z pracy jest faunem, lekarka liczem, a gdy podczas pierwszego dnia w pracy wolpertinger wykłuwa jej porożem gałkę oczną, jedyną myślą jest, by nowa pracodawczyni jej nie zwolniła. Dla mnie to idealny przykład myślenia posttraumatycznego, gdzie to były pracodawca wyrządził techniczce nieodwracalne szkody.

Pierwszy tom jest bardziej zbiorem opowiadań o różnych magicznych stworzeniach, choć w tle przewija się konflikt między dwiema placówkami zajmującymi się pomocą zwierzętom – w Zrębkach i w Cnotnicach. Konkurencyjny gabinet okazuje się dbać wyłącznie o opinię, ale jego działania są nieetyczne, niemoralne i niezgodne z prawem. I w tym konflikcie pojawia się jednorożec, który jest pacjentem prestiżowym, a jego leczenie przynosi sławę.

Drugi tom już skupia się na konkretnej grupie zwierząt magicznych i choć pojawiają się też inne, to jednak smoki zawładnęły tą częścią. Ich niespodziewana liczba pojawia się w okolicy Zrębek. Mam nieodparte wrażenie, że drugi tom jest dużo bardziej przemyślany i znacznie sprawniej napisany. Brakuje mu tej niezręczności tomu pierwszego, w którym wszyscy uśmiechali się złośliwie. Jest jednak kilka spraw, które są jedynie wspomniane, ale nie doczekały się rozwinięcia, na które bardzo czekam. Pierwsza taka kwestią jest: dlaczego Izabela jest liczem i jak do tego doszło ORAZ kiedy powinna wymienić ciało. Podobnie – dlaczego nie pozwoliła odejść Wypłoszowi, tylko go przemieniła, choć wciąż podkreśla, że Przekręt ciężko zniosła przemianę i zostanie nieumarłym to najgorsze, co się może zdarzyć. Drugą kwestią jest religijność bohaterki – dużo jest wspomnianych elementów wiary katolickiej (bohaterka chodzi co niedzielę do kościoła, nosi medalik, ale nie widać w niej żadnego przykładu żarliwej wiary, więc wygląda to na jakąś rodzinną tradycję). Kolejną – autorka wspomina, że magiczne stworzenia zaczęły się pojawiać w czasach PRL-u, ale nie podała choćby skrawka wyjaśnienia dlaczego. W drugim tomie jest to wspomniane po raz kolejny przy okazji pochodzenia Bastiana i uprzedzeń, którymi musi się wciąż mierzyć. Wydaje się, że czytelnikowi należy się kilka słów wyjaśnienia. Może jeśli autorka zdecyduje się na trzeci tom, byłby to dobry punkt wyjścia.

Ogólnie oba tomy razem wypadają lepiej niż sam pierwszy. Drugi przynosi bardzo eleganckie rozwinięcie niektórych wątków, zaczętych w części pierwszej i wygląda rozwojowo.

Autor: Joanna Gejzler
Tytuł: Necrovet. Usługi weterynaryjno-nekromantyczne
Wydawnictwo: SQN
Data: 2023

Autor: Joanna Gejzler
Tytuł: Necrovet. Metody leczenia drakonidów
Wydawnictwo: SQN
Data: 2023

Dziwny Zachód? [To przez ten wiatr, Jakub Nowak]

Grupa przyjaciół wyrusza do Kalifornii, by uprawiać winorośli i wieść farmerskie życie. Tak by można streścić pomysł tej książki. Jednak kiedy rzecz rozgrywa się w latach 70. XIX w., a wśród owej grupy są sławna aktorka Helena Modrzejewska i obiecujący 30-letni dziennikarz Henryk Sienkiewicz, sprawa zaczyna się komplikować.

To przez ten wiatr jest debiutem powieściowym Jakuba Nowaka, profesora UMCS zajmującego się m.in. teoriami komunikacji i mediów. Otrzymał za niego Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza. I trochę czuć tam Gombrowiczowskiego ducha, zwłaszcza jeśli idzie o literackie odniesienia do potencjalnych powieści Sienkiewicza. Bo trzeba zaznaczyć, że Henryk jeszcze nic znaczącego nie napisał, jego Listy z podróży do Ameryki dopiero powstają, a do Trylogii jeszcze ho-ho i trochę. Tymczasem przyszły noblista zbiera doświadczenia farmerskie, wdaje się w pijatyki i bójki, romansuje z damą lekkich obyczajów i… pisze potajemnie erotyczne listy do Heleny Modrzejewskiej.

Natomiast cała grupa, która wyprawiła się za ocean w poszukiwaniu czegoś całkiem innego od nudnego, salonowego warszawskiego życia, czyli Helena, jej mąż hrabia Karol Chłapowski, małżeństwo Sypniewskich z małymi dziećmi, grafik Łucjan Paprocki oraz syn Heleny z pierwszego małżeństwa Rudolf i służąca Anusia, stara się przetrwać z dnia na dzień. Mężczyźni polują, kobiety próbują uprawiać winorośl i ogródek, ale wszyscy raczej czują, że ta wyprawa nie wyjdzie im na dobre. Helena tęskni za teatrem i oklaskami, planuje ruszać w trasę po Ameryce; Henryk szuka przygód i kreuje się na kowboja, nawet nastoletnia służąca ma swoje sekrety. No i jeszcze ten upał i męczący wiatr Santa Ana – w takiej dusznej atmosferze coś się musi stać, to po prostu wisi w powietrzu. Tym bardziej, że powieść zaczyna się od… szafotu w pobliskim miasteczku Anaheim, założonym przez imigrantów z Niemiec. Przemoc i surowy kodeks, jak to na Dzikim Zachodzie, odegrają w tej opowieści istotną rolę.  Oczywiście nie jest to relacja reporterska z pobytu ekscentrycznych Polaków w Kalifornii, tylko pełnokrwista fikcja literacka o wartkiej akcji i intrygujących, tylko pozornie znanych nam bohaterach.

Nie zdradzając więcej szczegółów, skupię się na okładce, która nieco przypomina plakat filmowy z wymienionymi na nim twórcami (autor, redaktorka prowadząca, redakcja, korekta, okładka, wydawnictwo i rok wydania). Liternictwo tytułu kieruje skojarzenia ku westernowi, i słusznie, bo ten filmowy gatunek świetnie realizuje się w powieści Nowaka. I aż prosi się o sfilmowanie – jedną z moich ulubionych scen są odwiedziny na farmie pewnego znajomego Sienkiewicza, pierwowzoru ważnej postaci z Trylogii:

Olbrzym nazywał się Rudolf Korwin-Piotrowski i z niejasnych dla Anusi powodów był przez wszystkich tytułowany kapitanem. Weteran powstania listopadowego, przed trzydziestu laty trafił do ameryki, w której zdążył dorobić się fortuny na kalifornijskim złocie. Miał pieniądze i znajomości, stał się kluczową postacią amerykańskiej Polonii i zaprzyjaźnił się z młodszym o trzy dekady Sienkiewiczem, kiedy dziennikarzy przyjechał tu na wiosnę.
Piotrowski był ważnym człowiekiem w San Francisco, najważniejszym amerykańskim mieście Zachodniego Wybrzeża, sprawując funkcję stanowego komisarza do spraw chińskiej imigracji. Nosił się orientalnie i Anusia domyślała się, że długie jedwabne szaty, które zakładał, odpowiadały jego wzrostowi i tuszy. Piotrowski w Ameryce bywał uniwersyteckim lektorem, rybakiem, flisakiem, zarządcą plantacji i kopalń, a także – co upodobał sobie szczególnie – żołnierzem. Bił się, jak sam opisywał, z piratami, Indianami i w amerykańskiej wojnie domowej, w której walcząc po stronie Unii, dorobił się stopnia majora i dowództwa w pułku [s. 167].   

Warto dzięki tej westernowej opowieści spojrzeć na naszego pierwszego noblistę świeżym okiem, jak na człowieka z krwi i kości, o wielkiej pasji poszukiwacza przygód i apetycie na życie. I pomyśleć, co straciłaby polska literatura, gdyby Henryk nie wrócił na łono ojczyzny z amerykańskich wojaży. Gombrowicz nazwał Sienkiewicza „pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym, Homerem drugiej kategorii, Dumasem Ojcem pierwszej klasy” – i pewnie miał w tym trochę racji. Jednak my z nich obu wszyscy.

Autor: Jakub Nowak
Tytuł: To przez ten wiatr
Wydawnictwo: Powergraph
Data: 2022

Katia. Cmentarne love story, Aneta Jadowska


Dawno temu uznałam, że Jadowska pisze poniżej moich oczekiwań i stanowczo powiedziałam sayonara jej twórczości, ale coś mnie podkusiło, żeby sięgnąć po audiobooka i w tej wersji jej najnowsza powieść okazała się dużo bardziej strawna. Być może to Jadowska się rozwinęła, być może to głos Filipa Kosiora.

Katia pojawiła się epizodycznie w heksalogii i wydała się tam po prostu sympatyczna. I taka została – nekromantka dorabiająca po godzinach rzeźbieniem. Albo odwrotnie, bo to w sumie w godzinach nocnych i nieprzyzwoitych zakłada pieczęcie na groby i interweniuje w przypadkach pojawienia się ożywieńcow, ghuli i innych aberracji związanych z martwą magią. Niespodziewanie zwraca się do Katii o pomoc matka, której córka zmarła, ale jej ciała nie ma w grobie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że grób nie został naruszony, ale Matka Ziemia potwierdza, że zwłoki dziewczynek znikają od jakiegoś czasu.

Śledztwo nabiera rozpędu i rozmachu, zatacza szerokie kręgi i robi się sprawą polityczną. Bohaterka zostaje postawiona w sytuacji, w której powinna się zaangażować społecznie i stanąć przeciwko upostaciowionemu złu. I choć z jednej strony nie brakuje jej odwagi, to społecznie bywa trochę niezgrabna. I to są momenty, w których właśnie postać bohaterki bywa niespójna. Niemniej jest dużo sympatyczniejsza i strawna od Dory, która po prostu nie dawała się lubić przez cechy merysujstwa, wszechwiedzy i absolutnej doskonałości.

I choć nie uważam Cmentarnego love story za szczyt literackiego wyrafinowania, to po prostu może być, co i tak mile mnie zaskoczyło po latach.

Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: Katia. Cmentarne love story
Wydawnictwo: SQN
Data: 2023

Na przekór [Jaśminowy tron, Tasha Suri]

Jaśminowy tron Tashy Suri podbił TikToka, YouTube’a, Instagrama oraz serca czytelniczek (bo właśnie do czytelniczek jest skierowana ta powieść). I nic dziwnego, realizuje bowiem w ciekawej sposób kilka popularnych motywów.

Pierwszy wątek – zbuntowanej księżniczki nie jest w literaturze nowy. Malini jednak buntuje się wobec zupełnie innych kwestii niż dotychczasowe – ona bowiem buntuje się wobec władzy psychopatycznego brata oraz skazaniu na śmierć na stosie wraz z innymi dziewczynami ze swojego dworu. Zostaje wobec tego wysłana do więzienia w klasztorze, gdzie opiekę ma nad nią sprawować matka jednej z dziewczyn, która na tym samym stosie zginęła.

Drugi wątek – służącej, która zaprzyjaźnia się ze swoją panią. I jest jej równa. W podbitej magią ofiar z kobiet Ahiranii Priya jest dzieckiem ocalonym z hekatomby o podłożu religijno-społecznym. Ma pewne ograniczone moce, które nasilają się w klasztorze. I gdy spotykają się z księżniczką, nawiązują relację wzajemnej pomocy i wykorzystywania – Priya zna Ahiranię i jej magię oraz jest w stanie pomóc Malini uciec. Księżniczka natomiast ma zaplecze militarno-polityczne, wynegocjowane jeszcze przed banicją, jednak nie może ich użyć bez pomocy.

Trzecim wątkiem jest religia i powracająca magia. W Ahiranii pojawiło się butwienie, choroba roślin, która zbija też ludzi, zmieniając ich w zmutowane rośliny. Powieść nieśmiało nawiązuje do aspektów ekologii i poszanowania środowiska, bezlitośnie eksploatowanego w celu pozyskania świętego drewna.

Ostatnim dużym wątkiem jest szalony władca, który nie powinien zasiadać na tronie, nie był do tego przeznaczony, lecz jego brat abdykował ze względów religijnych. Nadużywa władzy i ma dziwne upodobanie do palenia kobiet na stosach. I ten wątek wybija się na pierwszy plan w ostatniej części Jaśminowego tronu, w której znaczenie mają już nie tylko święte dziedzictwo, ale prosta polityka i spiskowanie.

Autor: Tasha Suri
Tytuł: Jaśminowy tron
Tłumaczenie: Piotr Kucharski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 2023

Nie tylko o babciach [Chłopki. Opowieść o naszych babkach, Joanna Kuciel-Frydryszak]

Podobno mamy właśnie czwartą falę chłopomanii w kulturze polskiej, po romantycznych zachwytach gminem, młodopolskich weselach z chłopkami oraz peerelowskiej nostalgii za wsią utraconą. Być może. Jednak ta książka jest pierwszą monografią poświęconą wyłącznie wiejskim kobietom XIX i XX wieku.

Chłopki mają już kilkanaście dodruków, w pół roku sprzedano 250 tys. egzemplarzy i nie zdziwię się, jeśli posypią się nagrody dla autorki. Joanna Kuciel-Frydryszak, dziennikarka, autorka biografii Słonimskiego i Iłłakowiczówny, przed opowieścią o naszych babkach napisała o służących do wszystkiego, czego echa mamy w Chłopkach właśnie. Tu też są rozdziały poświęcone nastolatkom posyłanym na służbę do dworu czy uciekającym do miasta w przekonaniu, że tam im będzie lepiej niż w przeludnionej ojcowej chacie, a może przynajmniej lżej. Ale to niestety złudne marzenia. Już na samym początku uświadamiamy sobie, jak los kobiet na wsi nic nie znaczył – co widać choćby po pobieżnej wycenie ubrań męskich i kobiecych (wiadomo, kobiece i tańsze, i uboższe). Bo, z jednej strony, na kobiecych barkach opiera się właściwie całe gospodarstwo, a z drugiej, córki są po prostu zbędne – bo trzeba wyposażyć, znaleźć dobrą partię do zamążpójścia… Same kłopoty z tymi babami.

Mocno poruszają kolejne relacje o losach wiejskich kobiet – od narodzin, poprzez życie pełne trudów i znojów, liczne nad miarę porody, brak opieki lekarskiej, wykształcenia, bo przecież na co babie czytać i pisać? Niewiele z nich ma odwagę, by postawić się zwłaszcza ojcu i przedłużyć naukę, nie zostać sprzedaną za morgi, wywalczyć sobie prawo do niewychodzenia za mąż (albo samodzielnego wyboru męża) – lub odważyć się wziąć swój los we własne ręce i wyemigrować. Chociaż nikt oczywiście nie zagwarantuje, że na obczyźnie będzie lepiej niż w ojczyźnie. Perypetiom emigrantek też poświęcono sporo miejsca: i tym, które wybrały się do krajów, zdawałoby się cywilizowanej, Europy, i ty, które dotarły aż za ocean. O ich losach opowiadają m.in. ich córki, wnuczki, i prawnuczki, które o szczegółowych dziejach swoich antenatek dowiadują się czasem dopiero po ich śmierci.

Mój podziw wzbudza dokumentacja, jakiej dokonała autorka, opisując swoje bohaterki, dotarła do wielu źródeł i świadkiń. Warto zwrócić też uwagę na postać kobiety z koromysłem na okładce – jej losy też poznajemy dzięki książce, nie jest to postać anonimowa. Sporo uwagi autorka poświęca ruchom ludowym, m.in. skupionemu wokół czasopisma „Wici” Związkowi Młodzieży Wiejskiej RP oraz uniwersytetom ludowym. Dla mnie to były nowe i bardzo interesujące historie, zwłaszcza że jedna z opowieści prowadziła do losów Wiktorii Niemczak, uczestniczki kursów Uniwersytetu Ludowego w Gaci w pow. przeworskim – późniejszej żony Józefa Ulmy. A jak wiadomo, cała dziewięcioosobowa rodzina Ulmów została beatyfikowana w Markowej we wrześniu 2023 r.

Chłopki. Opowieść o naszych babkach skłania nie tylko do zadumy nad losami opisywanych przez autorkę kobiet, ale przede wszystkim do refleksji nad dziejami własnych rodzin. Wydaje mi się, że przywracanie pamięci o naszych osobistych przodkiniach wyjdzie na dobre nie tylko nam samym, ale przede wszystkim kolejnym pokoleniom.

Autor: Joanna Kuciel-Frydryszak
Tytuł: Chłopki. Opowieść o naszych babkach
Wydawnictwo: Marginesy
Data: 2023